Po tygodniowej przerwie do handlu wracają Chiny i od razu na początek otrzymaliśmy dane odnośnie bilansu handlowego. Jedynym pozytywem w tychże odczytach był bilans handlowy, który wzrósł do 406,2 bln CNY z 382 bln CNY (powyżej oczekiwań). Poza tym zarówno import jak i eksport odnotowały dynamiczne spadki odpowiednio o -14,4% r/r oraz -6,6% r/r – w obydwu przypadkach rynek spodziewał się dodatnich wartości. O dziwo wzrósł popyt na rudy żelaza, co może być korzystne dla AUD, zaś spadł popyt na ropę i węgiel.
Dodatkowo chiński bank centralny zdecydował się umocnić juana onshore ustalając kurs referencyjny na USDCNY na 6,5118 z pułapu 6,5314 w piątek przed świętem. Ponadto do systemu międzybankowego wstrzyknięte zostało kolejne 10 mld CNY, co jest jednak zgodne z tym, co zapowiadały chińskie władze monetarne (operacje te mają potrwać do 19 lutego). Prócz tego Commerzbank wypuścił notkę, jakoby nie było sensu dla Chin utrzymywać silnego juana.
Rozczarowanie otrzymaliśmy zaś z Japonii w postaci słabszego odczytu PKB. Wartość w ujęciu zannualizownaym spadła do -1,4%. Z kolei w ujęciu kwartalnym ujrzeliśmy spadek do -0,4% z +0,3% poprzednio. Wyraźnie spadł również deflator PKB z 1,8% do 1,5%, co pokazuje spadkową presję inflacyjną. Dodatkowo nad ranem poznaliśmy kiepski odczyt produkcji przemysłowej. Niemniej jednak japoński indeks NIKKEI odrabia dzisiaj straty z poprzedniego tygodnia rosnąc aż o 7%, co jest największym wzrostem od 2008 roku. Owa zwyżka podyktowana jest prawdopodobnie oczekiwaniami dalszej stymulacji monetarnej ze strony BoJ. Inne indeksy dzisiaj również na plus z wyjątkiem Szanghaju, który spada o poranku o -1,6%. Na rynku walutowym najsilniejsze zdecydowanie waluty surowcowe (pomimo słabszych danych z Chin), z kolei traci blok „safe haven”.











