Długo przygotowywałeś się do inwestowania na foreksie, ale mimo to ponosisz straty? Pogódź się z tym, że nie zawsze twoja pozycja okaże się zyskowna. Ważne, aby zysk przewyższył straty. O rozsądnym podejściu do rynku walutowego opowiada nam trader i inwestor giełdowy Daniel Wilczek.
Na rynku jest wiele gotowych recept na „idealny system”. Wiadomo, że ich autorzy chcą po prostu zarobić na naiwności kupujących, najczęściej początkujących inwestorów, którym nie wychodzi. Czym Pana kurs Sztuka budowania systemu na foreksie różni się od tych fałszywek?
Nie ma systemów idealnych. Mój kurs to tylko zestaw reguł służący do budowy systemu, który zarabia. Używając mojej wiedzy, należy odnaleźć właściwy dla siebie system. Ja daję gwarancję zrobienia tego we właściwy sposób.
Naprawdę uważa Pan, że osoba, która skorzysta z tego kursu, odniesie sukces na foreksie? Jaki jest margines błędu?
Po pierwsze to nie jest kurs dla ludzi, którzy o foreksie wiedzą tyle, ile wyczytali z reklamy w internecie. Stosuję branżowe słownictwo i zakładam, że czytelnik stracił przynajmniej 500 złotych oraz trochę poczytał o rynku walutowym.
Pisze Pan, że nieważne, czy ktoś jest głupi, brzydki, nieromantyczny i bez garnituru, bo i tak może inwestować z zyskiem na rynku walutowym. Liczy się cierpliwość i konsekwencja w działaniu zgodnie z własną strategią. To znaczy, że każdy bez wyjątku ma szansę wzbogacić się na FX?
[śmiech] Szansę ma każdy. To nie znaczy, że każdemu to się uda. Ja miałem szansę zostać wielkim pianistą, ale nie zostałem. Największe pieniądze na rynku zarabiałem w dresowych spodniach. Jednak zanim do tego doszło, przez parę miesięcy dostawałem ostro po tyłku.
Sprzedaje Pan przepis na system, którego budowa kosztowała Pana sporo czasu, pieniędzy i zapewne nerwów. Jakim cudem to się Panu opłaca?
Forex jest gigantycznym rynkiem. Pieniądze, czas i nerwy, które wydałem na opracowanie zasad inwestowania, bezpowrotnie przepadły. Wątpię, aby kilku Polaków, którzy poznają te reguły, spowodowało, że stracę na tym więcej. Poza tym mój mentor zawsze twierdził, że ludzie zamożni dzielą się tym, co mają.
Podobno budowa Pana „magicznego”systemu opiera się tylko na 10 zasadach. Jak to możliwe? Co to za zasady? Uchyli Pan rąbka tajemnicy dla naszych czytelników, żeby zachęcić ich do kupienia kursu?
Mogę zabrzmieć nieprzyjemnie, ale nie mam zamiaru nikogo zachęcać. Wybór jest prosty. 299 złotych dla mnie albo czytanie 100 książek, 2 lata ciężkiej pracy i wiele strat. Po zapoznaniu się z moim kursem tych strat może być znacznie mniej. Uwaga, teraz zdradzę największą tajemnicę. [śmiech] Każdy traci na foreksie. Chodzi o pokrywanie lub przewyższanie strat.
W jaki jeszcze sposób, poza korzystaniem z dostępnych w sprzedaży kursów, można nauczyć się inwestowania?
Prawda jest taka, że książki, kursy itd. pomagają nam w zrozumieniu błędów, które tak czy inaczej popełnimy podczas prawdziwej batalii. Przyznam, że ludzie, którzy kupili ode mnie ten kurs zachowują się wzorowo, jeśli chodzi o opanowanie emocji. Stosują się do swoich zasad z godnym podziwu uporem. A to bardzo ważny krok w stronę sukcesu.
Twierdzi Pan, że inwestowanie na foreksie prowadzi do luksusów, takich jak jachty, sportowe auta, drogie restauracje, wielkie domy. Zwykły, przeciętnie zarabiający człowiek może dojść do tego wszystkiego, spekulując na rynku walutowym? Po jakim czasie?
Pewnie, że może. Jeżeli ma ogromną wiedzę i to nie tylko z zakresu spekulacji walutowych. Przeciętny człowiek z reguły z trudem uzbiera 2000 złotych oszczędności. Załóżmy, że jakimś cudem uda się jemu tego nie stracić i osiągać zwrot 100 proc. rocznie. Po 10 latach będzie milionerem. Kiedyś wierzyłem w mit szybkiej kasy. Przez chwilę byłem nawet jego częścią. Stuprocentowy zysk w ciągu miesiąca udało mi się osiągnąć kilka razy. Niestety nie da się utrzymywać takiego tempa na dłuższą metę.
Nasi czytelnicy to osoby, które dopiero zaczynają na foreksie. Co by im Pan doradził? Z jaką sumą powinni zaczynać, z których wskaźników korzystać na wstępie?
Kupcie sobie 5-10 książek poświęconych foreksowi. Listę znajdziecie w mojej książce – Armii Cesarza, wydanej przez wydawnictwo elektroniczne Złote Myśli. Oprócz tego możecie kupić mój kurs. Zainwestujcie około 2000 zł, a kiedy będziecie je tracić, prowadźcie notatki, dlaczego straciliście te pieniądze. Gdy zaakceptujecie stratę, nie będziecie wyzywać wszystkich brokerów od złodziei ani pomstować na rynek walutowy, możecie zacząć zarabiać na FX. Co do wskaźników, każdy powinien je dobrać pod swój styl gry. Piszę o tym w kursie. Nie ma najlepszych. Ja osobiście lubię japońskie świece i oscylatory.
Zajmuje się Pan nie tylko foreksem, ale finansami w ogóle. To Pana pasja czy tylko sposób na zarobienie? A może jedno i drugie?
Rynki finansowe to mój sposób zarabiania na życie. Może mi Pani wierzyć, ktoś, kto nie jest pasjonatem rynków, nie będzie na nich zarabiał. Jeżeli ma je w głębokim poważaniu i nie chce się o nich uczyć, lepiej niech znajdzie faceta takiego jak ja i podpisze z nim umowę na 40 proc. od zysku.
Ma Pan czas na życie prywatne? Rodzinę, zainteresowania? Czy inwestycje i finanse pochłaniają Pana całkowicie?
Kiedyś mnie pochłaniały. Obecnie dysponuję na tyle dużą wiedzą, że wymagają ode mnie niewiele wysiłku. Sytuację w moich spółkach sprawdzam raz na pół roku, a nad foreksem pochylam się w trakcie weekendów. Choć oczywiście czasem podglądam zachowanie kursów.
Daniel Wilczek jest traderem i inwestorem giełdowym. Ma na swoim koncie zarówno spektakularne zyski, jak i spektakularne porażki. Zarządzał pozycją wartą 5 400 000 euro, czyli około 23 miliony złotych. Autor trzech książek: “Finansowego Geniusza”, “Armii Cesarza” i “Finansowej Twierdzy”. Prezes Krajowego Rejestru Jakości i właściciel małej, ale bardzo kreatywnej agencji reklamowej.







