Główny strateg walutowy duńskiego banku twierdzi, że reflacja była głównym tematem na rynku od listopada, a zarazem główny czynnikiem dla wzrostów na rynkach finansowych. Niemniej jednak bank uważa, że czynniki napędzające wzrosty cen zaczną tracić parę na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy.
Bank stworzył listę „reflacyjną”, która zawiera między innymi:
- przyspieszenie gospodarcze
- prawie domkniętą lukę produkcyjną
- rosnącą inflację surowców
- akomodatywną polityką banków centralnych
Jeśli chodzi o USA bank dostrzega wszystkie powyższe czynniki, podczas gdy w przypadku strefy euro było ich mniej i w mniejszym stopniu.
Ponadto czynnik „Trumpa” oraz oczekiwania co do ekspansywnej polityki fiskalnej dodały nieco paliwa do presji reflacyjnej, niemniej fundamentalne czynniki gospodarcze, optujące za wzrostem cen, już wówczas były obecne.
Polecamy: Inwestuj w akcje, surowce, indeksy, waluty. Odbierz 50€ gratis
Danske stwierdza, że „czynnik Trumpa” traci obecnie impet, stąd oczekiwania analityków, że niebawem ujrzymy szczyt przyspieszenia gospodarczego, zaś wpływ rosnących cen surowców na inflację zacznie słabnąć.
Ostatecznie bank estymuje, że globalna polityk monetarna stanie się mniej akomodacyjna. FED ma ich zdaniem trwać przy nieco łagodnym stanowisku.
Z kolei EBC ma pozostawić obecne ustawienia polityki niezmienione. Zaś dyskusje na temat podwyżek zostaną stłamszone, kiedy tylko inflacja ponownie spadnie. Mniej ekspansywną politykę według banku mamy ujrzeć również w Chinach, gdzie stopy mają być dalej podnoszone celem ograniczenia pęcznienia bańki nieruchomości.
Zobacz: Inwestuj bez ryzyka. Otwórz konto i odbierz 30$ na start
Summa summarum, powinna to wszystko prowadzić do spadków rentowności. W dodatku Danske zauważa, że korekta na rynku akcyjnym jest czymś normalnym, jeśli faza przyspieszenia dobiega końca.
Bank w długim terminie wciąż pozostaje byczo nastawiony, jeśli chodzi o rynek akcyjny, nie oczekując przy tym gwałtownego spowolnienia gospodarczego.







